2020-11-03, 17:31
2020-11-03, 17:31
2020-10-19, 14:05
2020-08-30, 13:46
2020-08-22, 14:56
2020-08-16, 14:15
2020-07-31, 16:35
2020-07-25, 14:15
2020-07-18, 11:30
2020-07-12, 11:29
2020-06-25, 18:17
2020-06-19, 11:30
2020-06-11, 11:31
2020-06-01, 12:33
2020-05-29, 13:08
2020-05-23, 23:14
2020-05-16, 11:23
Oczywiście kawa nie kojarzy się tak z kulturą brytyjską, jak herbata. Lecąc do Londynu nie miałem złudzeń, że czymś mnie zaskoczą tamtejsze kawiarnie. Przyznam szczerze, że nawet nie kupiłem w nich jednej filiżanki lub kubka kawy. Uznałem że nie warto i już piszę dlaczego.
W Londynie widziałem sporo kawiarni, natomiast więcej pubów. To wcale nie dziwi zważywszy na popularność ciemnego piwa wychylanego na stojąco, nawet podczas przerwy w pracy i to w ilości dwóch-trzech lub więcej (!). Generalnie kawowy krajobraz centrum brytyjskiej stolicy wygląda podobnie jak w innych europejskich miastach. Składa się głównie z sieciówek. Wśród miejsc, w których miałem okazję się znaleźć wyjątkiem był popularny wśród turystów targ w dzielnicy Camden Town, znajdującej się w północnej części Londynu. Na straganach z jedzeniem można tam znaleźć potrawy z całego świata, a nie tylko dorsza z frytkami, parówki i fasolkę w pomidorach. Widziałem że w kilku miejscach ludzie popijali kawę parzoną na sposób azjatycki. Tudzież na karcie napojów serwowanych przez jakichś Hindusów, widniała kawa z kardamonem. Ale też nie spróbowałem, bo znam ten smak i sposób parzenia z wyjazdów do Azji. A teraz, do czego w ogóle zmierzam…
Powrócę do wątku herbaty, który pojawił się na samym początku tego artykułu. Tym razem wyjątkowo go rozszerzę . Nie chciałem pić kawy takiej, która mnie niczym nie zaskoczy. Wolałem się przekonać, jak smakuje i pachnie herbata, z której słynie w świecie Zjednoczone Królestwo. Zabrałem się więc do dzieła. Chciałem poczuć ten klimat maksymalnie autentycznie, czyli zasiąść w saloniku typowego angielskiego szeregowca z czerwonej cegły, wziąć do rąk gorącą filiżankę herbaty i popijać ją przy wietrznej i deszczowej pogodzie za oknami, zerkając od czasu do czasu w tlący się kominek. Z tym ostatnim akurat nie wyszło, bo w tej strefie Londynu jest zakaz używania ze względu na smog. Mimo tego i tak było bardzo miło.
A teraz o moich wrażeniach. Co raz to częstowałem się różnymi gatunkami czarnej herbaty – albo zwykłej, albo aromatyzowanej. Powiem wprost, wszystkie były znakomite. Herbatę popijałem z brązowym cukrem lub bez, nigdy z cytryną. Bardzo pozytywnie zaskoczył mnie smak i aromat, a najbardziej to, że przy tej głębi doznań, nie odczuwałem w ustach typowej goryczki, jaką znam z herbat kupowanych w naszym kraju. Pewnie wiecie, co mam na myśli – żeby wydobyć z nich to, co najlepsze, zawsze trzeba zaparzyć nieco większą porcję suszu herbacianego, a to niestety wiąże się z powstaniem specyficznej goryczy. Bardzo pozytywnie zaskoczyło mnie jeszcze coś. Kiedy lepsze gatunki herbat poleconych przez moją znajomą skończyły się (wypiliśmy je), nabyłem nową paczkę na chybił trafił w popularnym angielskim supermarkecie. Był to produkt w cenie nieco powyżej średniej. Może inaczej, nie był drogi nawet jak na polskie warunki. Ku mojemu zaskoczeniu i ta herbata była pyszna. A na koniec, sieć tych supermarketów jest znana także w Polsce, dlatego dziwię się, że średni produkt tam to całkiem coś innego niż średni produkt u nas. Hej, hej, panowie, wiecie o kogo chodzi – jak to jest z tą jakością herbaty sprzedawanej w naszym kraju?..
Autor artykułu: |