2020-11-03, 17:31
2020-11-03, 17:31
2020-10-19, 14:05
2020-08-30, 13:46
2020-08-22, 14:56
2020-08-16, 14:15
2020-07-31, 16:35
2020-07-25, 14:15
2020-07-18, 11:30
2020-07-12, 11:29
2020-06-25, 18:17
2020-06-19, 11:30
2020-06-11, 11:31
2020-06-01, 12:33
2020-05-29, 13:08
2020-05-23, 23:14
2020-05-16, 11:23
Wbrew obiegowym opiniom, że nasi sąsiedzi zza Odry poza wodą piją niemal wyłącznie piwo, na drugim miejscu rankingu ulubionych napojów w tym kraju znajduje się kawa, której spożycie jest nie mniej imponujące.
Przeciętny Niemiec wypija średnio 2,6 filiżanki kawy dziennie, co w ujęciu rocznym daje aż 150 litrów tego napoju na głowę. Jednak z roku na rok ta tendencja wzrasta. Powstaje coraz więcej kawiarni, pomimo że jest ich wcale nie mało, a według danych z tamtejszego rynku, wachlarz dostępnych produktów cały czas się poszerza.
Dla porównania, według badań przeprowadzonych przez Światową Organizację Zdrowia, w ciągu ostatnich pięciu lat przeciętna spożycia piwa na głowę wyniosła 500 butelek półlitrowych na rok, co daje około 250 litrów na każdego Niemca. Różnica jest więc znaczna, lecz już nie tak duża, jak w latach 80-tych, kiedy to u naszych zachodnich sąsiadów piwo było absolutnym liderem a potem długo, długo nic.
Korzenie kawy w Niemczech oficjalnie sięgają XVII wieku. Symboliczną datą jest rok 1673, w którym założono w tym kraju pierwszą kawiarnię. Zanim powstało ich więcej a kawa przestała być towarem luksusowym, dostępnym dla szerokich mas, najpierw piły ją elity – szlachetnie urodzeni i bogate mieszczaństwo.
Kawa w Niemczech trafiła na dobre pod strzechy w XIX wieku. Podobnie, jak w innych krajach zachodnioeuropejskich, do rozprzestrzenienia się tego napoju walnie przyczynił się rozwój przemysłu, którego apogeum w tym kraju przypadło na drugą połowę XIX stulecia. Proletariat traktował ją nie tylko jako całodzienny napój, lecz również tanią zupę, w której można maczać kawałki chleba dla zabicia głodu.
W początkach XX wieku kawa na dobre zagościła i na niemieckich stołach, i w restauracjach. To wówczas kształtowała się miejscowa kultura jej picia. Okres ten przerwały najpierw chude lata po klęsce Niemiec w I Wojnie Światowej, potem wielki światowy kryzys z 1929 roku, a na końcu II Wojna Światowa. Pod jej koniec w państwie nazistowskim brakowało wszystkiego, z kawą włącznie. O sytuacji na niemieckim runku kawy po 1945 roku pisałem w artykule: Kościół „Świętego Mokka”.
Tak naprawdę największy boom na kawę w Niemczech, objawiający się pojawieniem się setek nowych kawiarni (w tym sieciowych) i automatów serwujących ten napój we wszelkich możliwych miejscach, nastąpił na początku lat dwutysięcznych. Zatem stosunkowo niedawno, także jak na warunki polskie.
Autor artykułu: |