2020-11-03, 17:31
2020-11-03, 17:31
2020-10-19, 14:05
2020-08-30, 13:46
2020-08-22, 14:56
2020-08-16, 14:15
2020-07-31, 16:35
2020-07-25, 14:15
2020-07-18, 11:30
2020-07-12, 11:29
2020-06-25, 18:17
2020-06-19, 11:30
2020-06-11, 11:31
2020-06-01, 12:33
2020-05-29, 13:08
2020-05-23, 23:14
2020-05-16, 11:23
Tego festiwalu nie sposób pominąć. Przynajmniej mnie od kilku lat to się nie przydarza. Poza fantastycznym klimatem muzycznym, ludzkim i bardzo średnim żarciem w fastfoodach, można było wypić całkiem dobrą kawę i zrobić fajne zdjęcia.
Kawy kosztowałem w dwóch miejscach. W strefie dla gości i na polu, gdzie bawi się ogromny tłum festiwalowiczów. Co mnie pozytywnie zaskoczyło – nie podają w barach brei, tylko naprawdę przyzwoitą czarną w różnych wielkościach. Wyboru wielkiego nie ma, bo nikt nie przyjeżdża na festiwal się delektować – chyba że muzyką, piwem lub mocniejszymi trunkami. Ale jeśli chodzi o kawę, to przyznam, że nie wciskają ludziom byle czego.
No może cena mogłaby być nieco niższa. Za duży kubek w Artist Zone płaciłem osiem złotych ale dostałem około 300 ml. Kawa była smaczna i postawiła mnie na nogi. Czuć było, że napar zrobiono nie z byle jakiego ziarna. To nie był typowy, tani „kwas”, jaki podają nawet z ekspresów ciśnieniowych na masowych imprezach. Generalnie polecam Woodstock za wszystko. Kawę również.
Przy okazji wrzucam Wam kilka fotek z mojego aparatu.
Festiwalowa publiczność przed sceną.
Zabawa podczas koncertu New Model Army.
Mój syn (po środku) z festiwalowym kolegą i wokalistą New Model Army, Justinem Sullvianem.
Chyba się wczułem…
Autor artykułu: |