2020-11-03, 17:31
2020-11-03, 17:31
2020-10-19, 14:05
2020-08-30, 13:46
2020-08-22, 14:56
2020-08-16, 14:15
2020-07-31, 16:35
2020-07-25, 14:15
2020-07-18, 11:30
2020-07-12, 11:29
2020-06-25, 18:17
2020-06-19, 11:30
2020-06-11, 11:31
2020-06-01, 12:33
2020-05-29, 13:08
2020-05-23, 23:14
2020-05-16, 11:23
Dzisiaj chciałbym napisać o kilku wątkach związanych z kawą, które się przewijają w utworach muzyki popularnej i ogólnie, w tematyce wokół muzycznej.
Pamiętam pochmurny sobotni wieczór na warszawskiej starówce, dokładniej na rynku nowego miasta. Czekaliśmy tam na seans filmu „Kawa i papierosy” z grupką znajomych przed nieistniejącym już kinem Wars. To był chyba koniec 2003 lub początek 2004 roku. Jeden z kolegów, który już widział to kultowe dzieło Jima Jarmuscha uprzedził nas, żebyśmy wypalili na zapas kilka papierosów, bo w czasie seansu żal będzie nam wychodzić z kina na dymka a jednocześnie, mocno nam będzie go brakowało. Faktycznie, scena z Iggym Popem i Tomem Waitsem, w której muzycy mówią o zaletach rzucania palenia, była wymagająca dla stanu emocjonalnego człowieka tkwiącego po uszy w tytoniowym nałogu. Po zakończeniu filmu widziałem, jak ludzie nerwowo zarzucali na siebie zimowe ubrania i szybko wychodzili z foyer, żeby wydobyć z paczki „fajka”, o którym tak marzyli przez półtorej godziny kofeinowo-nikotynowych tortur. Po reakcji widowni było widać, że obaj muzycy byli bardzo przekonujący w swojej grze aktorskiej. Zresztą nic dziwnego, w końcu są znani z zamiłowania do dużych dawek używek. Oglądając scenę z ich udziałem niemal czułem smak kawy w ustach. Brawo dla aktorów, brawo dla reżysera.
Jeden z moich ulubionych wokalistów soulowych lat 60-tych, Otis Redding, człowiek obdarzony niesamowitym głosem, pięknie wplótł wątek kawy do swojej ballady, pt. „Cigarettes And Coffee”. Utwór mówi o miłości, ma bluesowy i melancholijny charakter. To fantastyczny kawałek muzyki, który polecam nie tylko miłośnikom czarnej kawy, ale też czarnego, korzennego grania. Obok "I've Been Loving You Too Long" i „Try A Little Tenderness” to najpiękniejsze nuty, jakie dał światu ten, niestety, przedwcześnie zmarły artysta.
A teraz trochę bardziej optymistycznie. Picie kawy stało się też głównym tematem jednego z pierwszych zarejestrowanych na taśmie utworów Boba Marleya, pt. „One Cup of Coffee”. Przyszły król reggae zanim zajął miejsce na swoim tronie, śpiewał naiwne pioseneczki w stylu big-beatowym. W jednej z nich pochylił się nad tematem kawy. Dlaczego? Trudno powiedzieć. Artysta znany z utworów zaangażowanych społecznie, akurat w tym nie wzbija się na wyżyny rozważań o ważnych i istotnych sprawach. Może natchnęło go tak jamajskie otoczenie? Trudno powiedzieć. Na pewno w utworze nie znajdziesz żadnych głębokich przemyśleń ale polecam go jako ciekawostkę. Jest całkiem zabawny i dobrze budzi z rana. Szczególnie popity mocną czarną kawą.
Pijąc do kawy w utworze muzycznym, zdecydowanie wyżej wzbił się Bob Dylan. Z kolei król poetyckiego folku, użył jej jako pretekstu do napisania pięknej ballady z elementami muzyki hiszpańskiej. Podobno utwór wydany w 1975 roku powstał pod wpływem wrażeń artysty po wizycie na festiwalu romskim we Francji. Tekst jest nieco ponury. Przenosi słuchacza w świat dzikiego Zachodu. Mówi o miłości do pięknej kobiety z półświatka, niespełnieniu w najgłębszych uczuciach i samotnej włóczędze. Tak przynajmniej ja interpretuję słowa napisane przez Dylana. Mogę słuchać tego utworu dziesięć razy pod rząd i - nie tylko z tego powodu, że jest dość krótki, bo trwa niecałe 4 minuty - lecz przede wszystkim dlatego, że to po prostu, cholernie dobry kawałek najsłynniejszego amerykańskiego barda.
Kawa w dość nietypowy sposób pojawiła się też w jednym z moich ulubionych utworów Pink Floyd. Chodzi o instrumentalną kompozycję z albumu Atom Heart Mother, pt. „Alan's Psychedelic Breakfast”. Trudno powiedzieć, co było dla artystów inspiracją do jego skomponowania. Może po prostu, chęć do eksperymentowania, z której zespół słynął w początkach swojej działalności. Słuchając pierwszej części „psychodelicznego śniadania Alana” od początku docierają do naszych uszu dźwięki osoby krzątającej się po jakimś pomieszczeniu, z uwagi na tytuł, łatwo się domyślić, że chodzi o kuchnię. Jest to szczególnie wyraźne w przerwach między każdą z trzech partii utworu. Właśnie między pierwszą i drugą z nich słychać gwizdek czajnika i odgłos zalewanej kawy. Potem następują dźwięki czegoś skwierczącego na patelni, szelest folii i trudno powiedzieć, czego jeszcze, ponieważ muzycy nie zdradzili więcej szczegółów, poza tym, że za cały rumor odpowiada Nick Mason, perkusista Pink Floyd, który to został nagrany podczas przygotowania śniadania składającego się z kawy, tostów i jajecznicy. Niby banał i jak to banał o niczym, ale jednak. Długo przekonywałem się do tego utworu. I jak to z każdą ambitną muzyką bywa, trzeba było posłuchać go dziesiątki razy, żeby docenić. Dla mnie to, co dzieje się od końca ósmej minuty jest warte znoszenia całego wcześniejszego mlaskania i siorbania kawy. Dla ciekawych, polecam. Utwór z łatwością znajdziecie w Internecie.
Autor artykułu: |